7 grudnia 2016 Pani Poprawna 0Comment

Już na początku listopada można było spotkać zestresowanych ludzi biegających po centrach handlowych w poszukiwaniu prezentów na święta. Krzyk, złość i przekleństwa. Wszystko szybko, wszystko w biegu. Oby jak najtaniej, ale jednocześnie wyglądające na ekskluzywne, żeby ciotka Hanka nie powiedziała, że kupiliśmy jej córce tandetę. Nowa zastawa stołowa, żeby siostra z Ameryki nie poczuła się lepsza od nas – niech widzi, że nam też się powodzi! W całym tym rozgardiaszu zapominamy o prawdziwym sensie świąt. Czy naprawdę jesteśmy aż tak puści, że myślimy tylko o tym, żeby się pokazać? 

Całe miasta zakorkowane. W tym okresie już każda godzina jest godziną szczytu. Nie ma reguły. Wszyscy pędzą na zakupy, bo czas goni, a lista zakupów wcale nie maleje. Ludzie wyzywają siebie nawzajem, przekleństwa wydobywają się z ich ust jak z karabinu maszynowego. Gdzie ta dobroć, gdzie szczęście, które powinien nam przynieść okres świąteczny?

Zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy się, po co nam to wszystko? Po co nam nowe ozdoby choinkowe, skoro zeszłoroczne leżą w szafie? Po co nam nowa świąteczna zastawa stołowa, skoro ta z zeszłego roku jest w idealnym stanie? Po co 5 rodzajów ciast, po 70 zł za każde, skoro i tak nikt nie zje tego wszystkiego? Czy aby na pewno dla nas? Czy to sprawi, że będziemy szczęśliwsi? My albo nasza rodzina? Nie sądzę. Robimy to wszystko na pokaz. Zeszłoroczne ozdoby choinkowe są już niemodne, trzeba kupić nowe. Zastawę stołową rodzina już widziała w zeszłym roku, więc trzeba ich zaskoczyć nową, modną. 5 rodzajów ciasta? Niech widzą, że mamy gest! Niech widzą, że nam się powodzi i że nie jemy byle serniczka.

dinner-meal-table-wine

Zapominamy na czym polega magia świąt. To czas, w którym możemy spotkać się z rodziną, zjeść wspólny obiad i przy okazji obdarować się prezentami. Niestety praktyka pokazuje, że zmieniamy kolejność tych czynności i na pierwszym planie stawiamy prezenty. Uwierzcie mi, że skromny prezent, ale od serca bardziej ucieszy niż mega drogi prezent, który okaże się nieprzydatny. Osobiście uwielbiam prezenty wykonane ręcznie, a także spersonalizowane – sama często takie robię. To cudowne uczucie, gdy ktoś widząc Twój prezent ma łzy wzruszenia w oczach. Nowym telefonem nie uzyskasz takiej reakcji.

Większość z nas lubi obdarowywać ukochane osoby, sprawiać im przyjemność i widzieć uśmiech na ich twarzach, gdy otrzymują od nas prezent. Nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie – świadczy to o naszym dobrym sercu. Niestety w szale kupowania prezentów, często zapominamy co jest ważne w święta i co naprawdę się liczy. Nie mówię tu o religijnym aspekcie – wiele niewierzących osób spotyka się w czasie Świąt Bożego Narodzenia i traktuje ten czas jako tradycję spędzania wieczoru przy stole w gronie rodziny, obdarowując się prezentami. Nie śpiewają kolęd, nie trzymają się  potraw wigilijnych, nie dzielą się opłatkiem – osobiście nie widzę w tym nic złego. Moim zdaniem jest to o wiele lepsza postawa niż sztuczne przejmowanie wszystkich tradycji Świąt Bożego Narodzenia, mimo nieznajomości ich pochodzenia i sensu, „bo wszyscy tak robią”. Przed kim chcecie udawać? Przed samymi sobą?

Każdy spędza ten czas jak chce. Wierzący? Super! Niewierzący? Też super! Nie o to chodzi w tym okresie, by wytykać się palcami i decydować, kto ma prawo zasiadać do stołu z rodziną 24 grudnia, a kto nie.

pexels-photo-76931

„Święta, święta i po świętach”

Chyba w każdym domu pada ten cytat. Nic dziwnego, bo dokładnie tak to wygląda. Kilka tygodni przygotowań, aby wszystko minęło w jeden wieczór. Czy nie macie co roku wrażenia, że to wszystko było bez sensu? Przecież można było kupić wszystkiego mniej, taniej, zrobić wszystko na spokojnie, bez pośpiechu i przesady. Po świętach zawsze zostaje pełna lodówka jedzenia, część z tego się psuje i nadaje się już tylko do wyrzucenia. Szkoda naszej pracy i pieniędzy, nie wspominając już o marnotrawieniu jedzenia.

Stres w okresie przedświątecznym również nie jest wskazany. To tylko prowadzi do niepotrzebnych kłótni i sprzeczek. Nie zdążysz umyć okien na święta? I co z tego? Dla kogo chcesz myć te okna? Jeśli dla siebie, to umyj je w styczniu, nic się nie stanie – na pewno nie jest to powód do krzyku na członków rodziny. Okres przedświąteczny powinien być magiczny – wspólne przygotowania, rodzinna atmosfera. To nie jest czas na awantury, a już na pewno nie z powodu właśnie tych przygotowań, które robicie właśnie dla siebie i rodziny, nie na pokaz! Pamiętajcie o tym.

Zwolnijmy i przypomnijmy sobie prawdziwy sens świąt. Potraktujmy 24 grudnia jak zwykły, rodzinny obiad z drobnymi upominkami dla najbliższych – bez stresu, pośpiechu i prześcigania się w piękniejszych potrawach i ozdobach. Skromność i prostota zawsze są kluczem do sukcesu. Nikomu do szczęścia nie jest potrzebny przepych ani sztuczne uśmiechy. A może by tak częściej robić „wigilię” i spotykać się z rodziną na wspólny obiad, a nie tylko raz w roku?